Marta wraca z konferencji do mieszkania, w którym powinien czekać Aleksander.
Nie czeka.
Na biurku zostały jego okulary, kilka rzeczy, których jeszcze nie zabrał, i klucz do mieszkania. Przy kluczu wisi mały, wytarty brelok w kształcie Krzywej Wieży. Kupili go kilka lat wcześniej w Toruniu, kiedy wszystko między nimi dopiero się zaczynało.
Teraz Marta już wie, dlaczego Aleksander odszedł.
Wie również, że tym razem nie wystarczy powiedzieć, że niczego nie planowała.
Ich historia zaczęła się właśnie w Toruniu. Marta schroniła się przed deszczem w starej baszcie, której ściany i podłoga od wieków stoją pod niewłaściwym kątem. Tam poznała Aleksandra, starszego od niej mężczyznę, inżyniera, który bardziej przypominał kogoś przyzwyczajonego do porządkowania świata niż człowieka szukającego przypadkowej znajomości.
Spotkali się ponownie. Potem jeszcze raz.
Z kawy przyszły rozmowy, z rozmów ciekawość, a z ciekawości relacja, której Marta początkowo nie planowała. Aleksander dawał jej coś, czego wcześniej brakowało w jej związkach: spokój bez obojętności, bliskość bez ciągłego sprawdzania i poczucie, że może być obok kogoś, kto nie potrzebuje nią zarządzać.
Marta miała wtedy dwadzieścia sześć lat i historię, o której Aleksander początkowo wiedział tylko tyle, ile sama zdecydowała się powiedzieć.
Był Paweł, pierwszy poważny związek i życie, które przez jakiś czas wydawało się wystarczające. Był Tomasz. Byli kolejni mężczyźni, wyjazdy, znajomości i sytuacje, które za każdym razem zaczynały się trochę inaczej, lecz po latach układały się w coraz bardziej znajomy wzór.
Marta długo uważała, że problemem byli niewłaściwi mężczyźni, niewłaściwy moment albo zwyczajna młodość.
Przy Aleksandrze miało być inaczej.
Budują wspólne życie. Remontują mieszkanie, wyjeżdżają w góry, planują kolejne miesiące, kłócą się o drobiazgi i uczą zwyczajności. Jest między nimi pożądanie, ale też intymność mniej spektakularna: wspólne poranki, zakupy, kawa, zmęczenie po pracy, materac leżący na podłodze podczas remontu i przekonanie, że tym razem niczego nie trzeba komplikować.
Marta zna jednak w sobie potrzebę, której nie potrafi całkowicie nazwać.
Lubi ludzi, którzy przynoszą ze sobą coś nowego. Miejsca, zainteresowania, emocje, poczucie bycia zauważoną. Lubi moment, kiedy zwyczajna rozmowa zaczyna nabierać drugiego znaczenia.
Najpierw zawsze dzieje się niewiele.
Jeszcze jedna kawa. Dłuższa rozmowa. Wiadomość, na którą można nie odpowiadać. Spojrzenie, które można uznać za przypadkowe. Decyzja, żeby zostać kilka minut dłużej.
Granica przesuwa się powoli, więc łatwo przyzwyczaić się do jej nowego położenia.
Podczas kolejnej konferencji Marta poznaje mężczyznę, z którym początkowo jedynie rozmawia. Wie, że w domu czeka Aleksander. Mówi o nim. Nie ukrywa, że od prawie trzech lat jest w związku.
A mimo to idzie dalej.
Nie w jednej gwałtownej decyzji, lecz poprzez kolejne drobne wybory, z których każdy osobno wydaje się jeszcze możliwy do zatrzymania.
Kiedy wraca do domu, Aleksander zna już część prawdy.
Dopiero wtedy Marta zaczyna patrzeć na swoje wcześniejsze związki inaczej. Paweł, Tomasz, Michał, Aleksander. Czterech różnych mężczyzn, różne sytuacje, różne etapy jej życia. Wspólnym elementem okazuje się ona sama.
To odkrycie jest znacznie trudniejsze niż przyznanie się do zdrady.
Bo łatwiej żałować jednego wieczoru niż zaakceptować, że wieczór był końcem procesu, który rozpoczął się dużo wcześniej.
„Krzywa Wieża” jest powieścią psychologiczno-obyczajową o związku, zdradzie i odpowiedzialności, ale przede wszystkim o sposobie, w jaki człowiek potrafi oswajać własne przekroczenia. O momentach, gdy zaczyna mówić sobie, że jeszcze nic się nie stało, że przecież kontroluje sytuację, że może zatrzymać się w każdej chwili.
Marta nie zostaje przedstawiona ani jako ofiara własnych emocji, ani jako kobieta pozbawiona uczuć. Kocha Aleksandra. Właśnie dlatego jego odejście zmusza ją do zadania sobie pytań, których przez lata unikała.
Czy można naprawdę kochać i jednocześnie zdradzić?
Czy zaufanie można odbudować, jeśli ceną miałaby być kontrola?
Czy partner powinien sprawdzać telefon, pytać o każdy wyjazd i zastanawiać się, kto będzie na konferencji?
I czy człowiek potrafi zmienić własne zachowanie, jeśli wreszcie zobaczy mechanizm, który wcześniej za każdym razem tłumaczył innymi okolicznościami?
Aleksander również musi odpowiedzieć sobie na własne pytania. Nadal kocha Martę, lecz wie, jak wyglądałoby ich życie, gdyby wrócił zbyt szybko. Każda delegacja mogłaby stać się podejrzeniem, każda późna wiadomość początkiem przesłuchania. Nie chce zamienić miłości w kontrolę tylko po to, by poczuć się bezpieczniej.
Pomiędzy nimi pozostaje więc coś trudniejszego niż proste przebaczenie.
Możliwość, że uczucie przetrwało, choć zaufanie już nie.
Tytułowa Krzywa Wieża towarzyszy ich historii od pierwszego spotkania. Jej podłoga jest pochylona tak bardzo, że człowiek po chwili zaczyna chodzić po niej prawie normalnie. Dopiero kiedy spojrzy na ścianę albo spróbuje ustawić coś w pionie, zauważa, jak bardzo przyzwyczaił się do przechyłu.
Marta będzie musiała zrobić dokładnie to samo ze swoim życiem.
Spojrzeć na nie z boku i sprawdzić, kiedy to, co kiedyś wydawało się niewielkim odstępstwem, stało się dla niej czymś zwyczajnym.
„Krzywa Wieża” to historia o miłości, pożądaniu, zdradzie i drugiej szansie pozbawionej łatwych obietnic. O dwojgu ludzi, którzy muszą zdecydować, czy da się zbudować coś ponownie bez udawania, że poprzednia konstrukcja nigdy się nie przechyliła.
Bo czasem największym problemem nie jest chwila, w której człowiek traci równowagę.
Najtrudniej zauważyć moment, w którym nauczył się żyć na krzywej podłodze.