Czarna koperta nie ma nadawcy.
Na grubym, kosztownym papierze zapisano tylko imię Heleny Orsini i kilka krótkich instrukcji. W sobotę o dziesiątej wieczorem ma czekać przy zachodniej bramie ogrodu. Bez służącej, bez biżuterii pozwalającej ją rozpoznać. Maskę otrzyma na miejscu.
Helena domyśla się, kto stoi za zaproszeniem. Kilka dni wcześniej hrabia Bellandi zapytał ją podczas kolacji, czy zastanawiała się kiedyś, jak wygląda świat, w którym człowiek przestaje używać nazwiska.
Postanawia to sprawdzić.
Loża okazuje się miejscem istniejącym obok oficjalnego Mediolanu, choć tworzą ją ludzie należący właśnie do jego świata. Za zamkniętymi drzwiami nazwiska tracą znaczenie, twarze znikają pod maskami, a pozycja społeczna zostaje na kilka godzin poza progiem. Uczestnicy otrzymują nowe imiona, rozpoznają się po kolorach, głosach, dłoniach i sposobie poruszania. Tutaj można obserwować, tańczyć, pożądać i przekraczać granice, których w salonach nawet się nie nazywa.
Najważniejszą zasadą ma być wybór.
Helena szybko odkrywa jednak, że możliwość powiedzenia „nie” jest warta tyle, ile świadomość człowieka, który ma je wypowiedzieć. Gdy podczas jednego ze spotkań nowa uczestniczka dostaje zbyt mocną nalewkę, a noc zaczyna wymykać się spod kontroli, pojawia się pierwsza rysa na eleganckim obrazie Loży. Ktoś ustala zasady. Ktoś decyduje, co podaje się gościom. Ktoś zna drzwi, których inni jeszcze nie widzieli.
Anonimowość również okazuje się mniej doskonała, niż obiecuje maska.
Helena, nazywana w Loży Czerwoną, poznaje Srebrnego. Fascynuje ją mężczyzna ukryty za rolą, lecz znacznie bardziej zaczyna interesować ją Cesare Valeri, którego spotyka później poza Lożą. Bez półmroku i maski jest inżynierem, człowiekiem potrafiącym godzinami mówić o kamieniu, ciężarze i konstrukcji mostu. Zwyczajność okazuje się bardziej intymna od wielu rzeczy, na które pozwala tajny dom.
Jest jeszcze Solveig Lind.
Norweska malarka w Loży nazywana Norwegy zna to miejsce od innej strony. Maskę potrafi wykorzystać jako ochronę, prowokację i drugą osobowość. W galerii jest jednak po prostu Solveig - artystką, która maluje ciała, gesty i ludzi w sposób zbyt uważny, by długo pozostawali dla niej jedynie rolami.
Cesare nie wie początkowo, że Solveig i Norwegy są tą samą kobietą.
Helena wie.
To, co mogłoby pozostać niewinną tajemnicą, zaczyna zmieniać relację całej trójki. Helena obserwuje, czy Cesare zainteresuje się Solveig, kiedy nie będzie wiedział, że spotkał ją wcześniej. Solveig chce sprawdzić, czy mężczyzna pociągający Norwegy potrafi zobaczyć kobietę bez czarnej maski. Cesare z kolei odkrywa, że uczucia znacznie trudniej uporządkować niż zasady obowiązujące w Loży.
Pojawia się zazdrość, ale żadna z kobiet nie chce sprowadzić jej do prostego żądania: wybierz mnie.
W świecie, który obiecuje wolność, znacznie trudniejsze okazuje się pytanie o odpowiedzialność za własne pragnienia.
Helena i Solveig stopniowo zaczynają dostrzegać również coś jeszcze. Ludzie z Loży rozpoznają się czasem poza jej murami. Dyrektor banku spotyka człowieka, któremu wcześniej nie chciał pomóc. Ktoś zna właściwego urzędnika, ktoś potrafi przyspieszyć sprawę, ktoś pamięta, komu zawdzięcza przysługę. Nikt nie przedstawia Loży jako tajnego centrum kierującego miastem. Wystarcza jednak to, że w jednym domu spotykają się ludzie mający pieniądze, kontakty i coś, co mogą zaoferować innym.
Granica między prywatną swobodą a wpływem staje się przez to coraz mniej wyraźna.
Najmocniej odczuwa to Solveig, kiedy jej obrazy zaczynają przenosić doświadczenie Loży poza jej ściany. Maska na płótnie nie zdradza nazwiska, lecz niektórym wystarcza sama możliwość rozpoznania świata, o którym zwykle się milczy. Calvi, jeden z ludzi związanych z Lożą, przypomina jej, że nie wszystko powinno z niej wychodzić.
Solveig zaczyna wtedy zadawać sobie pytanie, czy anonimowość rzeczywiście ją uwalnia, czy tylko pozwala zachowywać się w sposób, którego później nie chce przypisywać własnemu imieniu.
Helena dochodzi do podobnego miejsca inną drogą. Czerwona daje jej odwagę, swobodę i możliwość wejścia w świat, którego wcześniej nie znała. Z czasem jednak coraz ważniejsze staje się to, czy potrafi podejmować te same decyzje jako Helena Orsini, bez osłony czerwonego materiału.
„Loża Masek” jest powieścią obyczajowo-erotyczną o pożądaniu, zazdrości, wolności i odpowiedzialności za własne wybory. O miejscu, w którym człowiek może na kilka godzin pozbyć się nazwiska, pozycji i codziennych obowiązków, lecz nadal przynosi ze sobą własne pragnienia, lęki oraz konsekwencje tego, co zrobi.
To także historia Heleny, Solveig i Cesare, którzy przekonują się, że zgoda na wolność drugiego człowieka brzmi prosto, dopóki jego wybór nie zaczyna boleć. Wtedy maska przestaje wystarczać, a zasady stworzone dla ludzi bez nazwisk trzeba przenieść do świata, w którym każde z nich znów ma własną twarz.
Z czasem Helena zaczyna rozumieć, że najważniejsze drzwi Loży wcale nie prowadzą do kolejnego salonu. Prawdziwa próba zaczyna się dopiero wtedy, gdy człowiek wraca do domu, zdejmuje maskę i nadal potrafi powiedzieć, czego chce.
A jeszcze trudniej - przyjąć odpowiedź drugiego człowieka.