„Królowa Bona” miała odbyć rutynowy rejs na Lechię. Ponad jedenaście tysięcy ludzi zasypia w komorach stazy przekonanych, że po kilku minutach subiektywnego czasu obudzą się pod innym, ale znanym już ludzkości niebem. Rodziny, specjaliści, uchodźcy i ci, którzy sprzedali wszystko, aby zacząć życie od początku. Wśród nich jest były premier Janusz Bogdanowski oraz człowiek podróżujący pod cudzym nazwiskiem - Marek Vane, żołnierz, którego wojna zmieniła bardziej, niż ktokolwiek powinien wiedzieć. Wszystko przebiega zgodnie z procedurą aż do chwili, gdy tuż przed wejściem w Bramę współrzędne celu zostają zmienione. Podpis jest prawidłowy. Autoryzacja również. System nadal twierdzi, że statek leci na Lechię. Tyle że po drugiej stronie nie ma Lechii. Są trzy słońca i planeta, której nie ma na żadnej mapie.
Katastrofa „Królowej Bony” kończy podróż i rozpoczyna coś znacznie trudniejszego. Ocaleni zostają sami, bez możliwości powrotu, z wrakiem statku jako jedynym magazynem technologii, żywności i energii. Terra pozwala oddychać swoim powietrzem, lecz nie oznacza to, że jest przyjazna. Pod powierzchnią piasku poruszają się drapieżniki reagujące na najmniejsze drgania, w lasach i na sawannach żyją stworzenia, których zachowania trzeba dopiero zrozumieć, a każda studnia, każde pole i każda wyprawa mogą kosztować życie. Ludzie bardzo szybko odkrywają, że obca planeta nie musi być wrogiem, aby człowieka zabić. Wystarczy, że pozostanie sobą.
Z rozbitego statku rodzi się obóz Bona. Najpierw są racje żywnościowe, namioty, rannych jest więcej niż łóżek, a każda sprawna bateria może zdecydować o tym, kto przeżyje kolejną noc. Potem pojawiają się trudniejsze pytania. Kogo obudzić z tysięcy ludzi pozostających w stazie, skoro każdy nowy człowiek potrzebuje wody i jedzenia? Czy pierwszeństwo powinien dostać hydrolog, mechanik, lekarz, czy matka dzieci, które już czekają na nią w obozie? Kto ma prawo wydawać rozkazy, kiedy nie istnieje już państwo zdolne je egzekwować? Jak długo katastrofa może usprawiedliwiać nadzwyczajną władzę? Bogdanowski, który miał wreszcie przestać być politykiem, zaczyna pomagać ludziom budować coś znacznie trudniejszego niż schronienie - zasady wspólnego życia. Na planecie bez sądów, administracji i gotowych kodeksów prawo musi narodzić się razem ze studnią, magazynem i pierwszym polem.
Wśród ocalałych pozostaje jednak tajemnica samej katastrofy. Zapis nawigacyjny pokazuje dwie trasy prowadzące do dwóch różnych światów, choć obie noszą tę samą autoryzację. Wszystkie elementy systemu działają prawidłowo, a jednak całość prowadzi statek dokładnie tam, gdzie nie powinien się znaleźć. Ślad ponownie wiedzie ku Oku Przeszłości - technologii, której ludzkość zaufała tak bardzo, że oddała jej kontrolę nad drogami między gwiazdami. Nie wiadomo, czy Terra była skutkiem błędu, manipulacji czy decyzji podjętej przez inteligencję, której zamiarów człowiek nigdy naprawdę nie rozumiał. Z czasem pytanie „jak stąd wrócić?” zaczyna więc ustępować innemu: dlaczego zostaliśmy wysłani właśnie tutaj?
„Terra” jest jednak przede wszystkim opowieścią o budowaniu. Vane musi nauczyć się żyć z możliwościami, które pozwalają mu ratować ludzi, ale równie łatwo mogłyby dać mu nad nimi władzę. Viki próbuje odzyskać ciało i życie po latach zamkniętych w stazie. Dzieci dorastają pod trzema słońcami, poznając Ziemię głównie z opowieści. Z czasem metal „Królowej Bony” przestaje być częścią statku - staje się drzwiami szkoły, mostami i narzędziami. Pojawiają się pierwsze żniwa, nowe osady, własne prawo, miejscowe szlaki i pierwsze dziecko urodzone na świecie, którego żaden ziemski rejestr nie potrafi uznać za istniejący. Terra przestaje być miejscem katastrofy. Powoli zaczyna stawać się miejscem, do którego można należeć.
To science fiction o przetrwaniu, kolonizacji i obcej technologii, ale również o tym, jak niewiele z dawnego świata można zabrać ze sobą, kiedy wszystko trzeba zbudować ponownie. Człowiek może przywieźć wiedzę, maszyny i pamięć o Ziemi, lecz nowa planeta szybko sprawdzi, które z tych rzeczy naprawdę są potrzebne. „Terra” opowiada o ludziach wyrwanych z cywilizacji, którzy początkowo marzą wyłącznie o powrocie, a z każdym kolejnym rokiem coraz trudniej potrafią odpowiedzieć na pytanie, gdzie właściwie znajduje się ich dom.
Bo czasami największą katastrofą nie jest trafienie na obcy świat. Czasami jest nią odkrycie, że pewnego dnia można już nie chcieć go opuścić.